Chikan Gatsu forum
Aktualności:
Spaliliśmy knajpę, aby zbudować nową.
Strona główna
Forum
Pomoc
TinyPortal
Szukaj
Kalendarz
Zaloguj się
Rejestracja
Chikan Gatsu forum
»
Forum
»
Chikan Gatsu
»
Tell the Tale
»
Prywatne Lekcje
« poprzedni
następny »
Drukuj
Strony: [
1
]
Autor
Wątek: Prywatne Lekcje (Przeczytany 1693 razy)
gaijin
Crane Clan
eternal Personality
Wiadomości: 2284
Prywatne Lekcje
«
dnia:
2007-01-20, 22:00 »
No więc widząc, że forum umarło, postanowiłem zrobić coś dla dobra/rozrywki ogółu i przetłumaczyłem stare, ale jakże jare opowiadanie Davida Thuna. Dla tych, którzy znają będzie to (mam nadzieję) miła sentymentalna podróż w przeszłość, dla tych, którzy nie znają - okazją do przekonania się, że "stary człowiek i morze" :wink:
Bez zbędnego pitolenia zapraszam do lektury.
Private Lessons
By: David Thun
Tłumaczenie: gaijin
Stary mężczyzna i młody chłopiec szli w milczeniu drogą Tachibana.
Grupa wieśniaków harujących na polach rozciągających się wzdłuż traktu przerwała pracę, by na nich popatrzyć, ponieważ owa dwójka tworzyła dość nietypową parę. Chłopiec miał może 13 lat, był mały, ale dobrze zbudowany, ubrany w niebieskie jedwabie, typowe dla szlacheckiego syna. Miał długie ciemne włosy, których końcówki pofarbowane były na biało tak, jak było to w modzie wśród młodzieży klanu Żurawia. Nie nosił broni, a kiedy się uśmiechał, młode wiejskie dziewczyny rumieniły się i skrywały swoje twarze.
Kiedy natomiast w pobliżu przechodził starzec, wrony zrywały się do lotu, skrzecząc w przerażeniu. Jego spłowiałe szare szaty wyglądały tak, jak gdyby w nich spał, zaś splątane, rozpuszczone włosy miały mniej więcej kolor ubrania. Jego ramiona i piersi były żylaste i pokryte bliznami, ale rękojeści mieczy błyszczące i zadbane, zaś czarne, niemrugające oczy wydawały się ogarniać wszystko dookoła – nawet to, na co nie patrzył.
- Hoturi-kun – odezwał się starzec, nagle przystając.
- Tak, Toshimoko-sensei – rzekł chłopiec, odrywając swą uwagę od pól, gdzie pracowały piękne dziewczęta.
- Czy patrzysz na te wiejskie dziewczyny?
Doji Hoturi przełknął ślinę. Wiedział, że jeśli powie prawdę, zapewne będzie miał kłopoty. Ale widział też, że jeśli skłamie, kłopoty będą dużo większe.
- Tak, mistrzu – odparł ze strachem.
- Dobrze – powiedział Toshimoko, patrząc znowu przed siebie. – Jeśli zamierzasz zostać kengo – mistrzem miecza – zawsze powinieneś wiedzieć, co znajduje się wokół ciebie – podrapał swoją brodę w zadumie – szczególnie, jeśli chodzi o piękne dziewczyny.
Hoturi zamrugał zdezorientowany. Miał w końcu dopiero trzynaście lat.
Razem, starzec i chłopak składali się na osobliwy widok. Wszędzie na świecie wieśniacy są bardzo pragmatyczni i również ci w Rokuganie wiedzieli, że natykając się na coś osobliwego, najlepszym rozwiązaniem jest głęboko się skłonić i liczyć, że to coś samo odejdzie. Tym razem jednak sposób ten nie zadziałał.
Za plecami wędrowców dał się słyszeć zgrzyt metalu i odgłos zachrypniętych okrzyków.
- Co to takiego? – chłopiec obrócił się, ale starzec nawet nie drgnął.
- To – rzekł Kakita Toshimoko – nie jest piękna dziewczyna.
Na drodze za nimi stał krzepki samuraj, noszący barwy wojownika Klanu Lwa. Jego mięsista twarz pałała wściekłością, zaś w ręku trzymał zdobioną klejnotami katanę. Skrzypienie jego przetykanej atłasowymi sznureczkami zbroi, szelest jego brązowego pióropusza z końskiego włosia, każda część owego samuraja zdawała się dawać wyraz jego gniewowi. Nawet klamra z kości słoniowej, spinająca jego włosy w typowy dla wojowników kok, zdawała się trząść znamionując ledwo powstrzymywaną furię. Gdy przybył, wieśniacy podnieśli głowy, westchnęli i schylili je ponownie.
Samuraj klanu Lwa zaryczał w oburzeniu.
- Kakita Toshimoko!
Starzec uniósł lekko swą głowę, lecz wciąż się nie odwracał.
- Hai?
Lew rzucił mu pełne wściekłości spojrzenie. – Jestem Matsu Shigatori! Przybyłem do stolicy, by skrzyżować z tobą miecze. Przez pięć dni i cztery noce mój posłaniec zanosił wyzwania do twojego dojo. Przez pięć dni i cztery noce ignorowałeś je! A teraz, by się z tobą spotkać, muszę Cię gonić jak bezpańskiego psa? Jesteś tchórzem!
Chłopiec spojrzał na niego wyzywająco i wystąpił naprzód, ale zatrzymał się, gdy Toshimoko podniósł rękę.
- Otrzymuję wiele wyzwań. – powiedział – Mógłbyś jeszcze raz powtórzyć swoje imię?
- Matsu Shigatori! Sześciu Skorpionów padło z mojej ręki w bitwie Białych Sosen. To ja mając złamane ostrze zmierzyłem się z Hidą Matahachi w bitwie przy Moście Sengyo i pokonałem go. To ja..
- Aaa, tak – odparł Toshimoko, przerywając mu w pół zdania – Shigatori. Nierozważnie z twojej strony, że złamałeś swój miecz.
Chłopiec patrzył z zainteresowaniem, gdy twarz Lwa przybierała różne odcienie fioletu. Shigatori bełkotał i dławił się, ale nie powiedział nic więcej.
- Obecnie – mówił dalej Toshimoko – jestem zajęty innymi sprawami. Towarzyszę mojemu uczniowi, Hoturi-kun, w podróży szkoleniowej – wskazał na chłopca, który skłonił się grzecznie tak, jak go nauczono – i nie będzie mnie przez dzień albo dwa. Potem jednak chętnie przyjmę Cię w moim dojo. Zajęcia dla początkujących zaczynają się, gdy wybija godzina Zająca..
- Początkujący? Początkujący! – zaskrzeczał Shigatori. Następnie wymachując nad głową swoją kataną, zaatakował.
Ramiona Toshimoko poruszyły się i katana – wciąż schowana w pochwie – znalazła się w jego ręku. Jego nadgarstek drgnął, dał się słyszeć ostry trzask, jak gdyby dzięcioł stukał w swoje ulubione drzewo [autor ma bardzo bujną wyobraźnię - gaijin] i dwa jasne siniaki wykwitły na twarzy Shigatoriego. Mały krok w prawo, odgłos, jaki towarzyszy uderzaniu prania kijami do prasowania [mówiłem… - gaijin] i Shigatori leżał nieprzytomny na drodze, zaraz obok swojej złamanej na pół katany.
- Miałeś zgięty łokieć – zauważył Toshimoko wkładając za pas swoją broń. – Nic dziwnego, że łamiesz miecze. Spojrzał na Hoturiego. – Uczniu, podejdź tu.
- Tak, mistrzu? – spytał, podbiegając, Doji Hoturi. Jego oczy błyszczały z podziwu..
Toshimoko wskazał na leżącego. – Przeszukaj, proszę, sakiewkę tego człowieka i przynieś mi dwa złote koku.
Hoturi zamrugał. Przeszukiwanie cudzych sakiewek nie było w końcu czymś, z czego byłaby znana dobrze wychowana młodzież Klanu Żurawia. – Mistrzu? – spytał – Czy to nie kradzież?
Toshimoko spojrzał na niego. Hoturi znał ten wzrok bardzo dobrze. Przełknął ślinę, ostrożnie wydobył dwie złote monety z kieszeni Shigatoriego i bez słowa wręczył je Toshimoko. Starzec podrzucił monety w powietrze, złapał je i uśmiechnął się lekko.
- Prywatne lekcje – powiedział – kosztują dodatkowo.
Zapisane
Krzychu
Crab Clan
experienced Personality
Wiadomości: 453
Prywatne Lekcje
«
Odpowiedź #1 dnia:
2007-01-20, 22:26 »
Pisałeś, że Souls of Steel, Part Two przetlumaczysz :*
Zapisane
gaijin
Crane Clan
eternal Personality
Wiadomości: 2284
Prywatne Lekcje
«
Odpowiedź #2 dnia:
2007-01-20, 22:36 »
Cytat: "Krzychu"
Pisałeś, że Souls of Steel, Part Two przetlumaczysz :*
wiem, tylko że Private Lessons jest krótkie a Sols of Steel dłuuuuuuuuuugie. ale nie martw się. pamiętam co obiecałem.
Zapisane
Drukuj
Strony: [
1
]
« poprzedni
następny »
Chikan Gatsu forum
»
Forum
»
Chikan Gatsu
»
Tell the Tale
»
Prywatne Lekcje