Spaliliśmy knajpę, aby zbudować nową.
bo jak wiadomo, nie samą kobietą i komputerem człowiek żyje....
Ale w zasadzie o co chodzi? Niech każdy gra tam gdzie ma ochotę. Nikt nikogo zmusić nie może, nie da się też nigdy dogodzić wszystkim. Turnieje są organizowane tam gdzie są. Każdy zna miejsce i czas i za siebie decyduje, czy korzyści wzięcia udziału przewyższają koszty, każdy samemu też definiuje, co dla niego jest korzyścią i co kosztem. Nikt za nikogo w tej sprawie wypowiadać się nie ma prawa. Z drugiej strony też nikt nie może liczyć na to, że turniej sam przyjdzie do niego pod nos.
Cytat: Fealedhrel w 2012-08-19, 20:11Ale w zasadzie o co chodzi? Niech każdy gra tam gdzie ma ochotę. Nikt nikogo zmusić nie może, nie da się też nigdy dogodzić wszystkim. Turnieje są organizowane tam gdzie są. Każdy zna miejsce i czas i za siebie decyduje, czy korzyści wzięcia udziału przewyższają koszty, każdy samemu też definiuje, co dla niego jest korzyścią i co kosztem. Nikt za nikogo w tej sprawie wypowiadać się nie ma prawa. Z drugiej strony też nikt nie może liczyć na to, że turniej sam przyjdzie do niego pod nos.masz rację - nikt nikogo zmuszać do niczego nie może. Ale jak kiedyś postanowisz Ty czy ktoś inny podobnie myślący jednak wyjrzeć za rogu ulicy by sobie pograć z innymi, (bo ile można grać z tymi samymi ludźmi, bądź się ekipa znudziła graniem we własnym sosie) i się okaże, że jest z tym problem, bo w międzyczasie cała społeczność zamknięta w hermetycznych kilkuosobowych grupkach zdechła dzięki takiemu właśnie podejściu - to pretensje możesz mieć tylko do siebie.
Z tego co pamiętam z dawnych czasów - wystarczyło zgłosić turniej do 30 dni przed jego terminem i aeg przysyłał promki i ewentualnie inne bonusy. Czy teraz nie można zrobić podobnie? Czy organizatorzy turnieji dowiadywali się jak to teraz wygląda?
Odnoszę wrażenie, że jedyna wadą (o ile można to nazwać wadą)Fealedhrel-a jest chęć obrony wszystkich i wszystkiego. Nawet jeśli... atak tak naprawdę nie nastąpił.
Można jednak wypowiedzieć się na temat tej czy innej postawy.
Chwała i ukłon dla Ryoga, że przyjął to na miękko i spokojnie wyraził swoje zdanie. W sumie koniec sprawy.
Tu też czasem mam wrażenie, że niepotrzebnie Fealedhrel bierzesz wiele spraw do siebie.
Stary, daj na luz, inaczej się nie da. Wiem bo sam to robiłem (organizowałem), wiem jak rzadko słyszy się dziękuję.
Zamiast tego ciągłe utyskiwania, protesty i narzekanie. Nie ma sensu brać sobie tego do serca, inaczej człowiek nie wyrobi.
Strzelamy pomysłami, wskrzeszamy stare wspomnienia nie po to by z malkontenctwem opowiadać jak było wspaniale,tylko po to by coś z tamtych rzeczy wyjąc i przystosować do obecnej sytuacji (jak np. listę mailingową).
Wszystkiego i tak się nie da, wtedy grupa była taka, że wszyscy mieli telefony do wszystkich.Teraz tak się już nie da, zresztą bardzo dobrze. Nie te czasy, ale kilka starych pomysłów może okazać się przydatnych.
Warto jednak pomyśleć nad innymi formatami. A może jakaś liga między Strongholdowa (jak ludzie nie chcą trak się ruszać)
Liga jak najbardziej (nawet chcieliśmy ją zrobić) tylko chyba do tego też się ludzie muszą ruszać. Generalnie nikt nie dostanie gry pod nos - minimum wysiłku jest wymagane ze strony każdego, kto chce brać udział w grze Z tą listą mailingową - jeśli jest zapotrzebowanie środowiska, to może pociągnąć pomysł, ale przekształcić go w forum warszawskie? Wiesz... ja też jestem z czasów, kiedy się korzystało ż Usenetu i list dystrybucyjnych ... ale forma forum jest chyba wygodniejsza.
Ja bym zaczął od tego, maile z Wargamera zbieram, z Graala zbierze mam nadzieje Zapasnik, może Highlander.
Cytat: Hitomi Monroouke w 2012-08-20, 16:52Ja bym zaczął od tego, maile z Wargamera zbieram, z Graala zbierze mam nadzieje Zapasnik, może Highlander.Na karteczce puszczonej w obieg łącznie umieszczono mi 3 maile, z tego jeden mój (swój znam ).
Kiedy chciałem ją puścić w obieg drugi raz, usłyszałem motywację, że cyt. "Hitomi ma resztę".
Nie te czasy - teraz komunikacja jest o niebo prostsza, niż wtedy, a mimo to ta komunikacja jakoś kuleje.
Tylko, że mieliśmy ku temu odpowiednie środowisko - jeden sklep, wszyscy chcący grać w Pierścionki musieli tam schodzić i ze sobą grać. Nie było innej alternatywy, tu jest ich więcej więc więcej środowisk o mniejszej liczebności graczy...więc faktycznie, nie mieliśmy syndromu "oblężonej twierdzy"...