Spaliliśmy knajpę, aby zbudować nową.
owszem, mało kto będzie pojawiał się na każdym turnieju, ale rozłożenie turniejów czasowo tak by ze sobą nie kolidowały spowoduje, że i tak jest duża szansa, że pojawi się więcej osób na danym turnieju. Więc sklepy i gracze ciągle zyskują.Dodatkowym plusem tego rozwiązania jest fakt, że nawet jak Ci coś wypadnie to nadal masz dużą szansę by na jakimś turnieju w miesiącu zagrać. Przy jednym turnieju miesięcznie może się okazać, że się nie pojawisz i 3 miesiące z rzędu bo coś Ci wypadło...Jeden turniej miesięcznie , co miesiąc w innym sklepie oznacza turniej w danym sklepie raz na 3 miesiące.. sklepy mogą nie być szczęśliwe... słabo z rozwojem strongholdów też myślę...jak dla mnie pomysł Maćka jest ze wszech miar godny realizacji, lepszego nie widzę...
my sobie możemy co najwyżej podywagować...
Dzięki temu sklepy będą zadowolone bo raz miesiącu będą miały najazd 20 lub więcej graczy i czyli ponad 20 boosterów sprzedanych w ramach turnieju.
Kiedyś za króla Ćwieczka było tak, że przypadało dwa bustery na gracza (ewentualnie półtora).
Ilu ludzi z Graal było na turnieju w Wargamerze?Ile osób z Wargamera było na turnieju w Graalu? Odpowiedź jest prosta. Dlaczego? Bo eventów jest tyle, że nie ma co się porywać na inne lokale.
(pomijając fakt, że Zapaśnik się miga od miana organizatora)
To jest woda i ogień. Z definicji na turniejach grają ludzie, którzy z niejednego oniacza kotlet jedli, a ci, którzy zastanawiają się, czy wydać 100 zł na pierwszy w życiu starter i co to znaczy "bow", to jest zupełnie inna bajka. Im są potrzebne trzy rzeczy: granie, granie, i zapomniałem o najważniejszym - granie. Nie turniejowe - zwyczajne, nauka zasad, deckbuildingu, ogrania się z własnym deckiem, etc.
Self-Appointed Prophet of Doom:Something like :6/4/3Limited : Put a -1 gold cost token on a target peronality . Random dude:Just shut up Self-Appointed Prophet of Doom <_<.
CytujTo jest woda i ogień. Z definicji na turniejach grają ludzie, którzy z niejednego oniacza kotlet jedli, a ci, którzy zastanawiają się, czy wydać 100 zł na pierwszy w życiu starter i co to znaczy "bow", to jest zupełnie inna bajka. Im są potrzebne trzy rzeczy: granie, granie, i zapomniałem o najważniejszym - granie. Nie turniejowe - zwyczajne, nauka zasad, deckbuildingu, ogrania się z własnym deckiem, etc.zaraz ale to znaczy ,że jeżeli ktoś nie ma stałej grupy z którymi gra to włączenie się w gre na tym etapie zaawansowania edycji jest praktycznie nie możliwe . Nawet jakby gdzieś paru ziutków faktycznie zaczęło grać , to jak bez chodzenia na turnieje [gdzie mogą spotkać tych "nasyconych"kartami gości bez których nie złożą decków] mają oni kiedykolwiek dogonić reszte , no chyba że im zwisa .
jak na ostatnim turnieju po raz kolejny stłukł mnie ktoś za pomocą domowo drukowanej Wyrmbone katana to pomyślałem sobie, że chyba jednak będę musiał sobie pograć czarno-białymi kartami z drukareczki, żeby mieć jakiekolwiek szanse i dzięki temu trafić coś fajnego w dziobaniu. (...) Zatem proponuję jasno określać, czy proxy są legalne na danym turnieju.
To swoją drogą ciekawe, że w grze w której w sezonie jest 1300 kart (i wciąż przybywa), ciągle w deckach widzę podobne sety i większość z nich pochodzi z promo packa sprzed roku (sic!).
2 turnieje na miesiąc to jak na Warszawę moim zdaniem optymalnie. Więcej nie trzeba. Grywam turniejowo w bitewnego warhammera, który w Wawie ma dużo większą bazę graczy niż scena L5R, w tym trochę ludzi jeżdżących na zagraniczne turnieje czyli mocno turniejami zainteresowanych (mi też się zdarzało). I w tymże batlu 2 turnieje na miesiąc absolutnie wystarczązynników - głównie doświadczenia regularnych turniejowych bywalców - moim zdaniem niewystarczającym), a pre, dwugłowe oniacze czy unique forma, powyżej kuleje już frekwencja i się ich zwyczajnie robić nie opłaca, zresztą zdecydowana większość graczy na turniejach bywa max 1 w miesiącu albo jeszcze rzadziej (ja np ok 10 w roku).
Dobrym czynnikiem motywacyjnym w dłuższej perspektywie będzie za to zorganizowanie ligi. W batlu wejściówka na turniej to ok 15zł, nagród nie ma żadnych, a dzięki temu że działa ogólnopolska liga zawsze jest o kilka osób więcej którym na tych punktach do ligowego rankingu zależy.
Oprócz tego przydałoby się rozwinąć trochę luźne granie. Paradox ma się podobno przenieść na róg Andersa i Anielewicza - świetna miejscówka do spotkań.
Co do tego jak widzę granie turniejowe w L5R - mnie jako początkującego najbardziej interesowałyby turnieje typu prerelease plus okazjonalnie jakieś z promkami (ale to w znacznie mniejszym zakresie). Płacenie X złotych za to żeby ktoś bardziej doświadczony wygrał turniej i zgarnął lepsze karty w redrafcie jest dla mnie pozbawione sensu i to nie jest formuła która przyciągnie kogoś nowego, premiuje tych którzy już są lepsi i mają karty kosztem tych którzy dopiero wchodzą w grę.
Od dopuszczenia proxów też raczej uciec się nie da - inaczej początkujący znowu nie ma czego szukać na turnieju bo jakieś stare promki, karty z FL itp są dla niego raczej nieosiągalne z uwagi na absurdalne ceny. A niestety AEG ma taką politykę że bez tych trudno osiągalnych kart ani rusz. I znowu nowy gracz na starcie ma pod górkę. Turniej rozumiem jako imprezę na której każdy na starcie ma równe szanse. Nie mam nic przeciwko przegraniu z kimś kto gra lepiej, ale przegrywanie tylko z tego powodu że ktoś ma lepsze karty to nie jest coś co mnie może przyciągnąć. Jak proxy są estetyczne (tj kolorowe wydruki) i w rozsądnej proporcji do reszty kart (15-20%?) to jak dla mnie mogą być. To nie Kotei gdzie się gra o boxy boosterów i prawo stworzenia karty, tam można i należy stawiać wyższe wymagania.
Hitomi podał bardzo dobry system draftowania, który z pewnością "świeżakom" by się spodobał. Nie powiem, kolejność w dziobaniu jest wynikiem naszej gry na turnieju i konstrukcji decku i to rozumiem, ale jednak frustrujące jest jak gracz przed tobą zbiera Rkę która pasowałaby Ci do decku (tylko dlatego, że "chodzi po xx "dołków") i wiesz, że on z niej nie skorzysta a Tobie zostaną jakieś karty do niczego niepotrzebne.
i jeszcze 3 sprawa z innego warszawskiego tematu który gdzieś mi zaginął - żadne listy mailingowe!, forum internetowe to obecnie najlepsze medium do porozumiewania się, praktycznie wszystkie inne karcianki/bitewniaki właśnie w oparciu o fora śmigają. Lista mailowa z założenia jest zamknięta, na forum przez google może trafić każdy (ja tak trafiłem).
Myślę, że to są dwa bardzo ważne głosy których nie możemy/ nie powinniśmy zignorować: