Chikan Gatsu forum
Chikan Gatsu => Meeting Place => Warszawa => Wątek zaczęty przez: Brolly w 2012-08-13, 14:03
-
Chciałbym zaprosić na kolejny Turniej L5R.
Oto garść podstawowych informacji:
Legality: Emperor
Data: 18.08.2012r
Zapisy: 12.30
Start: 13.00
Limit miejsc: 32
Organizator: Sklep Gryf
Miejsce: Nutki 1a
Kontakt: tel. 22 603 448 146
Wpisowe: 15 zł
Nagrody:
(pula boosterów, ustalana jest na miejscu)
Redraft
Sklep jest czynny od godziny 10 rano, do około 22. Najczęściej jednak do ostatniego klienta ;)
W przypadku jakichkolwiek pytań, proszę kontaktować się PM lub Tel.603 448 146.
-
szkoda że w tym samym czasie jest w Grallu w BC
-
ano szkoda, bo frekwencja nam się rozpołowi, albo przesunie w jedno z tych miejsc. Jako, że turniej w Graalu już ogłoszony od dawna i gdzie się da - Brolly, dałoby się przełożyć ten w Gryfie na 25 sierpnia?
-
Co!? Dwa turnieje tego samego dnia? Przecież to zupełnie bez sensu! Nie lepiej tydzień po tygodniu? Wtedy każdy wybierze sobie termin, który mu bardziej odpowiada (albo pójdzie na oba jak ma dużo wolnego czasu). A tak na każdy przyjdzie po 3-4 osoby i będzie, za przeproszeniem, ..ujnia z grzybnią.
-
A tak swoją drogą to ten gryf to gdzie jest ?
-
Nutki 1a, rzut beretem od metra Ursynów.
-
Stazi - podejrzewam, że gracze z okolicy Gryfa rzadko zaglądają na turnieje Graalowe/Wargamerowe, i vice versa...
taka to już nasza natura - lenistwo :) po co męczyć się pół godziny z dojazdem jak można sobie turniej pod nosem dla 5ciu osób zorganizować :) no ale Strongholdy rosną w siłę! :)
-
Stazi - podejrzewam, że gracze z okolicy Gryfa rzadko zaglądają na turnieje Graalowe/Wargamerowe, i vice versa...
Mylisz się Elendilu,
ostatnio na "turnieju" w Wargamerze poza organizatorami i dziadami (czyli nami)
był właśnie rodzynek z Gryfa. Bardzo fajny gość grający Lionami.
Moim zdaniem ciągle jest problem z informacją.
Bardzo dziwnie zachowują się też same sklepy.
Dla mnie wygląda to tak jakby obawiały się integracji środowiska.
-
był rodzynek.. no no...
:D
o, przypomniałeś mi o liście warszawskiej....
-
o, przypomniałeś mi o liście warszawskiej....
To zabieraj się za robotę a nie stękasz ;)
-
Stazi - podejrzewam, że gracze z okolicy Gryfa rzadko zaglądają na turnieje Graalowe/Wargamerowe, i vice versa...
taka to już nasza natura - lenistwo :) po co męczyć się pół godziny z dojazdem jak można sobie turniej pod nosem dla 5ciu osób zorganizować :) no ale Strongholdy rosną w siłę! :)
no ja to w sumie rozumiem z natolina na nutki to się jedzie jakieś 15min ja liczyć wyjście z domu i kupienie gazety . A do blue city to przez całe miasto się jedzie .
-
Stazi - podejrzewam, że gracze z okolicy Gryfa rzadko zaglądają na turnieje Graalowe/Wargamerowe, i vice versa...
taka to już nasza natura - lenistwo :) po co męczyć się pół godziny z dojazdem jak można sobie turniej pod nosem dla 5ciu osób zorganizować :) no ale Strongholdy rosną w siłę! :)
no ja to w sumie rozumiem z natolina na nutki to się jedzie jakieś 15min ja liczyć wyjście z domu i kupienie gazety. A do blue city to przez całe miasto się jedzie.
Tia, autobusem od metra jakieś 10 - 15 minut dłużej.
Przypominam, że czasy dyliżansów już minęły. ;)
Dla mnie normalne, że granie "na co dzień" powinno być skupione wokół "lokalnych" sklepów.
Jednak na turnieje powinno się jeździć "gdzie bądź". Granie w tym samym gronie uwstecznia.
Oczywiście trudne to jest do zrealizowania jeśli jednego dnia organizowane są turnieje w dwóch różnych miejscach.
Nie bardzo rozumiem taką politykę, ale widać się nie znam.
-
25 też mamy turniej jak co tydzień.
-
Dotarcie do Gryfa zajmuje mi 7 minut. Do Blue City około godziny, dodatkowo nie mam bezpośredniego połączenia, więc albo przesiadki i czekanie na autobusy, albo musiałbym jechać samochodem, a wątpię aby organizatorzy turnieju zwrócili mi za wachę.
Jeździć na turnieje gdzie bądź mogłem jak byłem studiującym szczawikiem teraz mój wolny czas jest bardzo limitowany i bardzo cenny i te 2h na dojazd w tą i z powrotem wolę spędzić grając w lokalnym sklepie.
Nawet gdyby nie było turnieju w Gryfie w tym samym czasie i tak nie pojawiłbym się w blue city z tego samego powodu 2h dojazdów spowodują że spędziłbym ten wolny czas z kobietą, czy przy kompie, nie w autobusie.
Nie mniej w Gryfie zagraliśmy turniej w 4 osoby. Każdy z każdym bez limitu czasowego.
1. Ja : Phoenix LoR Military : 3 - 0 : 9 pkt
2. Brolly : Scorpion Ninja Military : 2 - 1 : 6pkt
3. Mateusz : Unicorn BM Switch : 1 - 2 : 3 pkt
4. Bercik : Dragon Monk Military : 0 - 3 : 0 pkt
1st match: vs Bercik
2 tura Kojiro z Kudome via Yojimbo's Duty, z podczepionym Strength of Tsunami i Dragon's favor rozpoczyna zwiedzanie wrażych prowincji. Dołącza do niego Shunsuko z Masteringiem kopiującym Strength. Próby nawiązania walki za strony mnichów spotkały się z near miss. 4 rundy i nie ma smoka.
2nd match: vs Brolly
Bez blitz ręki na starcie więc normalny gold production i zaczynamy attrition war. Wymieniamy się prowincjami grając obaj z trzech, jednak ja mam retribution i ocalenie prowincji pozbawia go ręki, ja zaś mam peddlera i ToGT. Więc od tego momentu jest już z górki. Scorpion has been defeated.
3rd match: vs Mateusz
Po początkowym blitz do 3 wchodzimy w fazę długotrwałej wyniszczającej walki pozycyjnej, jednak ja mam Shiba's Guidance, GoTS, peddlera i ToGT, on mało draw i pomimo pozornie niekończącej się fali zmniejszeń Force moich Shugenja zdobywam powoli przewagę. W końcu przebijam się skutecznym Retribution, popartym w następnej rundzie all wjazdem z dwoma Sansesuke, zostawijąc wroga na jednej prowincji. Zaczyna się bronić i dobija błyskawicznie do 37 honoru, ale ostatecznie dobieram wszystkie Tsunami i Mastering i wobec tej potęgi przeciwnik się zwija.
-
Dotarcie do Gryfa zajmuje mi 7 minut. Do Blue City około godziny, dodatkowo nie mam bezpośredniego połączenia, więc albo przesiadki i czekanie na autobusy, albo musiałbym jechać samochodem, a wątpię aby organizatorzy turnieju zwrócili mi za wachę.
Jeździć na turnieje gdzie bądź mogłem jak byłem studiującym szczawikiem teraz mój wolny czas jest bardzo limitowany i bardzo cenny i te 2h na dojazd w tą i z powrotem wolę spędzić grając w lokalnym sklepie.
Nawet gdyby nie było turnieju w Gryfie w tym samym czasie i tak nie pojawiłbym się w blue city z tego samego powodu 2h dojazdów spowodują że spędziłbym ten wolny czas z kobietą, czy przy kompie, nie w autobusie.
Generalnie... gratuluje podejścia.
Granie we cztery osoby w lokalnym, zamkniętym środowisku na pewno dostarczy Wam rozrywki na długo...
W każdym razie bawcie się dobrze.
No nic, mam nadzieję, że pomimo osób o podobnym podejściu uda się zintegrować stołeczne środowisko.
Mam nadzieję, że raz na miesiąc uda się zorganizować turniej na 15 -20 uczestników.
Pewnie jeszcze chwilę to potrwa (trzeba pokonać kilka trudności), ale moim zdaniem w końcu się uda.
W innym wypadku Legenda jako karcianka potrwa sezon, może dwa (już to przerabialiśmy).
Potem ludzie rozejdą się po innych kanciarkach/komputerach/kobietach (niepotrzebne skreslić).
-
Ja mam do gryfa jakieś 2g jazdy, do pozostałych sklepów również.
I jakoś jadę sobie.
Dla porównania do skajpa i Egg Of PanKu mam jakieś 30 s :)
Polecam odwiedzać inne sklepy choćby żeby spróbować pograć w innym środowisku.
-
Dotarcie do Gryfa zajmuje mi 7 minut. Do Blue City około godziny, dodatkowo nie mam bezpośredniego połączenia, więc albo przesiadki i czekanie na autobusy, albo musiałbym jechać samochodem, a wątpię aby organizatorzy turnieju zwrócili mi za wachę.
Zamiast biadolić wystarczyłoby zabrać tych 3-4 kolegów z którymi grasz i zawieźć samochodem do np. Blue City. Wacha po podzieleniu na 4-5 osób wyszła by taniej niż bilet autobusowy (no i oczywiście byłoby o wiele szybciej). Wątpię czy wyszło by więcej niż jakieś 3-4 zł na głowę. Wystarczy myśleć pozytywnie, a rozwiązanie zwykle się znajdzie.
-
Dotarcie do Gryfa zajmuje mi 7 minut. Do Blue City około godziny, dodatkowo nie mam bezpośredniego połączenia, więc albo przesiadki i czekanie na autobusy, albo musiałbym jechać samochodem, a wątpię aby organizatorzy turnieju zwrócili mi za wachę.
Jeździć na turnieje gdzie bądź mogłem jak byłem studiującym szczawikiem teraz mój wolny czas jest bardzo limitowany i bardzo cenny i te 2h na dojazd w tą i z powrotem wolę spędzić grając w lokalnym sklepie.
Nawet gdyby nie było turnieju w Gryfie w tym samym czasie i tak nie pojawiłbym się w blue city z tego samego powodu 2h dojazdów spowodują że spędziłbym ten wolny czas z kobietą, czy przy kompie, nie w autobusie.
hahahaha! o tym właśnie pisałem w poprzednich postach :)
całą tę wypowiedź można streścić jednym zdaniem:
"teraz jestem starym rozleniwionym koniem, ruszenie dupy 100 metrów poza moje mieszkanie jest zbyt energochłonne i skomplikowane logistycznie żeby mi się chciało"
pozwoliłem sobie pogrubić rewelacyjną wypowiedź świadczącą o tej mentalności :) gratulacje :]
cóż...
jeśli miałby Łaskawiec pojawić się na pogrywki gdzieś dalej i stękać, to lepiej niech gra z dwoma kumplami....
mniej fenoli do koryta (fenolskich kart) również :)
PS. zdarza mi się jechać dłużej niż godzinę by pograć od czasu do czasu z różnymi ludźmi, spotkać stare mordy, napić kulturnie z nimi przy partyjce, bo jak wiadomo, nie samą kobietą i komputerem człowiek żyje....
zdravim!
-
Dotarcie do Gryfa zajmuje mi 7 minut. Do Blue City około godziny, dodatkowo nie mam bezpośredniego połączenia, więc albo przesiadki i czekanie na autobusy, albo musiałbym jechać samochodem, a wątpię aby organizatorzy turnieju zwrócili mi za wachę.
Jeździć na turnieje gdzie bądź mogłem jak byłem studiującym szczawikiem teraz mój wolny czas jest bardzo limitowany i bardzo cenny i te 2h na dojazd w tą i z powrotem wolę spędzić grając w lokalnym sklepie.
Nawet gdyby nie było turnieju w Gryfie w tym samym czasie i tak nie pojawiłbym się w blue city z tego samego powodu 2h dojazdów spowodują że spędziłbym ten wolny czas z kobietą, czy przy kompie, nie w autobusie.
hahahaha! o tym właśnie pisałem w poprzednich postach :)
całą tę wypowiedź można streścić jednym zdaniem:
"teraz jestem starym rozleniwionym koniem, ruszenie dupy 100 metrów poza moje mieszkanie jest zbyt energochłonne i skomplikowane logistycznie żeby mi się chciało"
pozwoliłem sobie pogrubić rewelacyjną wypowiedź świadczącą o tej mentalności :) gratulacje :]
cóż...
jeśli miałby Łaskawiec pojawić się na pogrywki gdzieś dalej i stękać, to lepiej niech gra z dwoma kumplami....
mniej fenoli do koryta (fenolskich kart) również :)
PS. zdarza mi się jechać dłużej niż godzinę by pograć od czasu do czasu z różnymi ludźmi, spotkać stare mordy, napić kulturnie z nimi przy partyjce, bo jak wiadomo, nie samą kobietą i komputerem człowiek żyje....
zdravim!
No cóż,
elendil jak to elendil, skomentował w swoim stylu ;)
Ostro, nieco brutalnie, ale... w sumie celnie :-[
-
za stary już jestem na niańczenie ludzi Tara :)
tym bardziej jak czytam o jakże drogocennym czasie Jaśnie Hrabiego...
wiadomo... my przecież, studenckie szczawiki, czasu tego mamy w bród :)
-
Jechać 2h żeby pograć 3h (Turniej nie wyrobi się w 3h zazwyczaj).
Czy jechać 15 minut żeby pograć 5h (tutaj wyrabiam się z turniejem, wymianą kartami, a nawet pogadaniem z kimś).
Tak to u mnie wygląda, widocznie za bardzo jaśnie pański jestem i rozleniwiony.
-
Ale w zasadzie o co chodzi? Niech każdy gra tam gdzie ma ochotę. Nikt nikogo zmusić nie może, nie da się też nigdy dogodzić wszystkim. Turnieje są organizowane tam gdzie są. Każdy zna miejsce i czas i za siebie decyduje, czy korzyści wzięcia udziału przewyższają koszty, każdy samemu też definiuje, co dla niego jest korzyścią i co kosztem. Nikt za nikogo w tej sprawie wypowiadać się nie ma prawa. Z drugiej strony też nikt nie może liczyć na to, że turniej sam przyjdzie do niego pod nos.
-
Podpisuję się pod powyższym wszystkimi mackami.
-
Powiem tak. Do Gryfa mam przy wyjątkowo dobrych wiatrach 25 minut, do Graala i Wargamera 30. Oczywiście samochodem, autobusem byłoby około 1.5h, pociągiem i innym transportem kombinowanym od 50 min wzwyż. Koszty w moim przypadku są zbliżone przy każdej opcji transportu. Jadąc na turniej, ba, zanim wyjdę z domu, wiem doskonale, że organizator nie zwróci mi za wachę. :-) Z jakichś powodów nie ma w mojej 18-tysięcznej mieścinie społeczności L5R, i jestem w sytuacji, w której właściwie "wszędzie mam tak samo daleko" i jeśli chcę pograć, muszę się ruszyć. Ale to dobrze. Rozumiem, że ktoś może mieć odmienne priorytety, w każdym razie dla mnie L5R to gra społeczna, w szerokim tego słowa znaczeniu - jestem zdania, że hermetyzacja środowiska, w którym gramy, wpływa ujemnie i na poziom gry (od deckbuildingu po rozgrywkę), i na rozwój społeczności, a na tym, mimo mego miejsca zamieszkania, mi zależy w tej chwili najbardziej.
"Studenckim szczawikiem" byłem najpóźniej 12 lat temu, i obecnie też nie grzeszę wolnym czasem (i jest on również bardzo cenny :-). Myślę jednak, że każdy z nas przy odrobinie dobrej woli może włożyć coś w tę tworzącą się społeczność - choćby i do organizacji turniejów, sprawozdawczości czy propozycji nowych. W każdym razie tak czy siak zapraszamy do naszego objazdowego kina. :-)
bo jak wiadomo, nie samą kobietą i komputerem człowiek żyje....
Jak kobieta zadowolona, to i częściej na turnieje "wypuszcza". :-)
-
Ale w zasadzie o co chodzi? Niech każdy gra tam gdzie ma ochotę. Nikt nikogo zmusić nie może, nie da się też nigdy dogodzić wszystkim. Turnieje są organizowane tam gdzie są. Każdy zna miejsce i czas i za siebie decyduje, czy korzyści wzięcia udziału przewyższają koszty, każdy samemu też definiuje, co dla niego jest korzyścią i co kosztem. Nikt za nikogo w tej sprawie wypowiadać się nie ma prawa. Z drugiej strony też nikt nie może liczyć na to, że turniej sam przyjdzie do niego pod nos.
masz rację - nikt nikogo zmuszać do niczego nie może. Ale jak kiedyś postanowisz Ty czy ktoś inny podobnie myślący jednak wyjrzeć za rogu ulicy by sobie pograć z innymi, (bo ile można grać z tymi samymi ludźmi, bądź się ekipa znudziła graniem we własnym sosie) i się okaże, że jest z tym problem, bo w międzyczasie cała społeczność zamknięta w hermetycznych kilkuosobowych grupkach zdechła dzięki takiemu właśnie podejściu - to pretensje możesz mieć tylko do siebie.
im więcej luda będzie się integrowało, tym więcej nowego luda się pojawi, pogrywki będą ciekawsze, społeczność zaś rozwijać, co przyciągnie nowych graczy, nowe decki i koncepcje, kolejne wyzwania i tak w kółko. .deus ex machina... trzeba tylko wykazać się odrobiną chęci....
generalnie - Każdy kij ma dwa końce. . Swoim podejściem Ryoga zareklamował siebie jak i sklep w którym gra (a jakże) zdecydowanie negatywnie. Jeśli kiedykolwiek Mu zależało na rozwoju tej karcianki i nowych twarzach na turnieju w Gryfie, to zabrał się do tego od dupy strony. Bo przynajmniej mnie (a nie sądzę bym był w tym odczuciu odosobniony) Gryf zaczął się kojarzyć z Ryogą, Któremu Się Nie Chce. Dlaczego zatem mi miałoby się chcieć tam się ruszyć? Żeby pooglądać malkontentyzm pełną gębą? Dla pozostałych 3-5 graczy? OK... dla nich warto, o ile jeszcze nie przesiąkli podobnym zachowaniem. Byłbym niesprawiedliwy gdybym wyrabiał sobie o nich opinię na podstawie kilku postów Ryogi. Oczywiście może też okazać się, że zupełnie niesprawiedliwie naskoczyłem, bo chłopak tylko nieprecyzyjnie się wyraził i został błędnie przeze mnie zrozumiany :] pała chęcią poznawania nowych ludzi, integracji środowiska itd... :)
[złośliwość mode on]z drugiej strony może też być tak, że dobrze Mu grać w turniejach 4-6 osobowych i błyszczeć :) [złośliwość mode off]
ja niestety jestem przyzwyczajony do starej społeczności sprzed 8-12 lat, gdzie na turniejach pojawiało się nas do 30 osób i było zdecydowanie wesoło, więc turniej 4-8 osobowy brzmi dla mnie cokolwiek kuriozalnie. A od tamtej pory technologia komunikacyjna poszła zdecydowanie do przodu i nie powinno być żadnych problemów z zebraniem ludzi.. dlaczego zatem tak słabo to wygląda?
EDIT: Stonowałem wypowiedź bo nie jest moim zamiarem rozkręcanie tutaj jakiegoś olbrzymiego flejma typu Gryf reszta świata...
-
Ale w zasadzie o co chodzi? Niech każdy gra tam gdzie ma ochotę. Nikt nikogo zmusić nie może, nie da się też nigdy dogodzić wszystkim. Turnieje są organizowane tam gdzie są. Każdy zna miejsce i czas i za siebie decyduje, czy korzyści wzięcia udziału przewyższają koszty, każdy samemu też definiuje, co dla niego jest korzyścią i co kosztem. Nikt za nikogo w tej sprawie wypowiadać się nie ma prawa. Z drugiej strony też nikt nie może liczyć na to, że turniej sam przyjdzie do niego pod nos.
masz rację - nikt nikogo zmuszać do niczego nie może. Ale jak kiedyś postanowisz Ty czy ktoś inny podobnie myślący jednak wyjrzeć za rogu ulicy by sobie pograć z innymi, (bo ile można grać z tymi samymi ludźmi, bądź się ekipa znudziła graniem we własnym sosie) i się okaże, że jest z tym problem, bo w międzyczasie cała społeczność zamknięta w hermetycznych kilkuosobowych grupkach zdechła dzięki takiemu właśnie podejściu - to pretensje możesz mieć tylko do siebie.
Fealedhrel akurat sporo kręci się po strongholdach, o ile czas mu pozwala na granie. Poza tym sądzę, że podobnie jak większość z osób wypowiadających się w tym wątku, nie ma wątpliwości co do wpływu zamykania się w jednym środowisku na jakość gry, w wąskim i szerokim pojęciu...
-
ja do Gryfa zawsze lubiłem jeździć (i też mam wszedzie 20-40 min ;P) elendil "Bo przynajmniej mnie (a nie sądzę bym był w tym odczuciu odosobniony) Gryf zaczął się kojarzyć z Ryogą, Któremu Się Nie Chce" (sorry może niekojarze z reala) a Amphera nie kojażysz?
-
Ja tam się do organizacji nie mieszam więc dorzucę tylko swoją skromną opinię.
1. Z mojej strony optymalna częstotliwości turniejowa to: co 3 tygodnie. Wystarczająco często żeby się nie znudziło i jednocześnie jest dość czasu żeby złożyć nowy dek, ograć go trochę i doszlifować. Jeśli chodzi o turnieje to preferuję jakość (czyt. liczba uczestników) niż ilość czyli granie co tydzień w 4 osoby. Przepraszam ale nazywanie 4 osobowej pogrywy turniejem to jest po prostu kiepski żart. Zdarza nam się organizować ze znajomymi spotkania L5R gdzie przychodzi więcej ludzi. Jakoś nikt do tej pory nie wpadł na pomysł żeby nazywać to turniejem.
2. Osobiście wolę turnieje organizowane w niedzielę niż sobotę z tej prostej przyczyny, że soboty rzadko kiedy mam całe wolne (a szczególnie w środku dnia).
3. Nie wiem jak to teraz wygląda ale mi turniej kojarzy się nie tylko z draftem ale przede wszystkim z promkami, box of greed i innymi giftami od aeg-a. Z tego co pamiętam z dawnych czasów - wystarczyło zgłosić turniej do 30 dni przed jego terminem i aeg przysyłał promki i ewentualnie inne bonusy. Czy teraz nie można zrobić podobnie? Czy organizatorzy turnieji dowiadywali się jak to teraz wygląda? Wtedy można by liczyć na dużo większą frekwencję niż te nędzne kilka osób. Nie ma się co oszukiwać - Ci co przychodzą na turnieje mają już większość tego co im potrzebne. Szansa na to, że w drafcie trafie na coś co mi potrzebne i nikt tej karty przede mną nie sprzątnie jest nikła. To właśnie promki i wszelkie dodatkowe (normalnie niedostępne) bonusy napędzają frekwencję i o to przede wszystkim trzeba by zadbać.
-
Z tego co pamiętam z dawnych czasów - wystarczyło zgłosić turniej do 30 dni przed jego terminem i aeg przysyłał promki i ewentualnie inne bonusy. Czy teraz nie można zrobić podobnie? Czy organizatorzy turnieji dowiadywali się jak to teraz wygląda?
Odsyłam do tego wątku (http://ccg.webd.pl/index.php?topic=5170.0)
Ten turniej jest zgłoszony i będa promki. Kończy się Q3. Turnieje od października (Q4) też będą zgłaszane i promki będą.
-
Zapaśnik - jeśli nie zamyka się w wąskim gronie, to się chwali, sorka Fealedhrel.
Marcos - Ampher? Nie kojarzę :( miałem jakąś 4-5cioletnią przerwę od grania w warszawskim gronie (jeździłem czasem tylko na Koteie bądź do Gliwic by podtrzymać towarzyskie znajomości, czytaj: napić się ze starymi znajomymi dziadami :), więc na pewno wielu osób nie znam, szczególnie zaczynających w tym czasie. ale trzeba to będzie szybko nadrobić :]
-
Ja kojarzę Amhera, fajny gość i wędrowniczek turniejowy.
Mam nawet obiecane karty dla niego ;)
Odnoszę wrażenie, że jedyna wadą (o ile można to nazwać wadą)
Fealedhrel-a jest chęć obrony wszystkich i wszystkiego. Nawet jeśli... atak tak naprawdę nie nastąpił.
Fealedhrel Oczywiście, że masz rację, że nie można wypowiadać się za nikogo.
Można jednak wypowiedzieć się na temat tej czy innej postawy.
A, że elendil zrobił to z wrodzoną "gracją" i zgodnie z etykietą (swoją własną) to inna sporawa.
Chwała i ukłon dla Ryoga, że przyjął to na miękko i spokojnie wyraził swoje zdanie. W sumie koniec sprawy.
Co do turniejów, integracji środowiska to jest sporo do zrobienia i trzeba to zrobić.
Tu też czasem mam wrażenie, że niepotrzebnie Fealedhrel bierzesz wiele spraw do siebie.
Stary, daj na luz, inaczej się nie da. Wiem bo sam to robiłem (organizowałem), wiem jak rzadko słyszy się dziękuję.
Zamiast tego ciągłe utyskiwania, protesty i narzekanie. Nie ma sensu brać sobie tego do serca, inaczej człowiek nie wyrobi.
Strzelamy pomysłami, wskrzeszamy stare wspomnienia nie po to by z malkontenctwem opowiadać jak było wspaniale,
tylko po to by coś z tamtych rzeczy wyjąc i przystosować do obecnej sytuacji (jak np. listę mailingową).
Wszystkiego i tak się nie da, wtedy grupa była taka, że wszyscy mieli telefony do wszystkich.
Teraz tak się już nie da, zresztą bardzo dobrze. Nie te czasy, ale kilka starych pomysłów może okazać się przydatnych.
Co do zgłaszania turniejów to jak najbardziej słuszna droga. Im więcej tym lepiej.
A taki turniej jak ten z TSE to mistrzostwo świata. Do tego dochodzą turnieje PRE.
Warto jednak pomyśleć nad innymi formatami. A może jakaś liga między Strongholdowa (jak ludzie nie chcą trak się ruszać)
-
Odnoszę wrażenie, że jedyna wadą (o ile można to nazwać wadą)
Fealedhrel-a jest chęć obrony wszystkich i wszystkiego. Nawet jeśli... atak tak naprawdę nie nastąpił.
Eeee... jedyne czego bronię, to prawo do bronienia się :D
Można jednak wypowiedzieć się na temat tej czy innej postawy.
Zgoda. Tylko dyskutujmy merytorycznie, a nie ad personam.
Chwała i ukłon dla Ryoga, że przyjął to na miękko i spokojnie wyraził swoje zdanie. W sumie koniec sprawy.
Amen.
Tu też czasem mam wrażenie, że niepotrzebnie Fealedhrel bierzesz wiele spraw do siebie.
Ale że ja...? Na pewno o mnie chodzi?
Stary, daj na luz, inaczej się nie da. Wiem bo sam to robiłem (organizowałem), wiem jak rzadko słyszy się dziękuję.
Ależ ja jestem wyluzowany, poważnie. Odnośnie "dziękuję" to już w ogóle nie wiem co powiedzieć...
Zamiast tego ciągłe utyskiwania, protesty i narzekanie. Nie ma sensu brać sobie tego do serca, inaczej człowiek nie wyrobi.
Ale co ja sobie do serca wziąłem? Moje wypowiedzi o tym jakoś na prawdę świadczą? Jeśli tak to dementuję niniejszym.
Strzelamy pomysłami, wskrzeszamy stare wspomnienia nie po to by z malkontenctwem opowiadać jak było wspaniale,
tylko po to by coś z tamtych rzeczy wyjąc i przystosować do obecnej sytuacji (jak np. listę mailingową).
Alez pewnie, pewnie. Im więcej tym lepiej. Czy ja na coś narzekam albo się unoszę? :o
Wszyscy rozbujaliśmy społeczność, bo wszyscy do niej należymy :D
Wszystkiego i tak się nie da, wtedy grupa była taka, że wszyscy mieli telefony do wszystkich.
Teraz tak się już nie da, zresztą bardzo dobrze. Nie te czasy, ale kilka starych pomysłów może okazać się przydatnych.
No ależ pewnie... przecież sami gadaliśmy już na ten temat :D
Warto jednak pomyśleć nad innymi formatami. A może jakaś liga między Strongholdowa (jak ludzie nie chcą trak się ruszać)
Liga jak najbardziej (nawet chcieliśmy ją zrobić) tylko chyba do tego też się ludzie muszą ruszać. Generalnie nikt nie dostanie gry pod nos - minimum wysiłku jest wymagane ze strony każdego, kto chce brać udział w grze :D
Z tą listą mailingową - jeśli jest zapotrzebowanie środowiska, to może pociągnąć pomysł, ale przekształcić go w forum warszawskie? Wiesz... ja też jestem z czasów, kiedy się korzystało ż Usenetu i list dystrybucyjnych :D ... ale forma forum jest chyba wygodniejsza.
-
Liga jak najbardziej (nawet chcieliśmy ją zrobić) tylko chyba do tego też się ludzie muszą ruszać. Generalnie nikt nie dostanie gry pod nos - minimum wysiłku jest wymagane ze strony każdego, kto chce brać udział w grze :D
Z tą listą mailingową - jeśli jest zapotrzebowanie środowiska, to może pociągnąć pomysł, ale przekształcić go w forum warszawskie? Wiesz... ja też jestem z czasów, kiedy się korzystało ż Usenetu i list dystrybucyjnych :D ... ale forma forum jest chyba wygodniejsza.
Też uważam, że forma forum jest wygodniejsza, ale...
kiedyś się nie sprawdziła. Mało tego obecnie też niewiele osób z naszej sceny jest na Chikanie.
Ludzie mają opór przed wypowiadaniem się na forum publicznym. mail jest jakiś taki.... bezimienny.
Poza tym uczestnicząc w liście nie musisz się wypowiadać, informacje i tak spływają.
Ja bym zaczął od tego, maile z Wargamera zbieram, z Graala zbierze mam nadzieje Zapasnik, może Highlander.
Mam nadzieję, że coś się zacznie dziać. Moderatorstwo nad już założoną listą chętnie oddam.
Najlepiej "szefom" Warszawskiej sceny L5R. Może z czasem przeniesiemy się tutaj w większej liczbie.
Na razie jakoś trzeba poprawić komunikację bo ta leży kompletnie.
-
Ja bym zaczął od tego, maile z Wargamera zbieram, z Graala zbierze mam nadzieje Zapasnik, może Highlander.
Na karteczce puszczonej w obieg łącznie umieszczono mi 3 maile, z tego jeden mój (swój znam :P ). Kiedy chciałem ją puścić w obieg drugi raz, usłyszałem motywację, że cyt. "Hitomi ma resztę".
Co do ligi, biorąc pod uwagę ograniczoność czasu i inne czynniki, myślę, że da się zakombinować tak, że jajko (lub, jeśli da się, real) i to forum wystarczy. Widziałbym to tak: zapisujemy chętnych do ligi (także spoza Wawy) do dnia X, i tworzymy sezon, kończący się dnia Y (np 2-3 miechy później). Nieważna jest kolejność kolejek, po prostu każdy z każdym musi rozegrać 2 lub 3 gry w sezonie i wpisać wyniki z każdego meczu na forum w specjalnym wątku (a przeciwnik winien je potwierdzić). Org wypełnia sobie tabelę punkcikami, zlicza je na koniec, za wygraną 1, za przegraną 0 (nie ma sensu 3-1-0, bo nie ma remisów) i ogłasza zamknięcie sezonu.
-
Ja bym zaczął od tego, maile z Wargamera zbieram, z Graala zbierze mam nadzieje Zapasnik, może Highlander.
Na karteczce puszczonej w obieg łącznie umieszczono mi 3 maile, z tego jeden mój (swój znam :P ).
Tak naprawdę na tej liscie był mail Twój, Highlandera i Kakity Aoshi-ego.
Tych maili potrzebuję nadal bo... lista w tajemniczych okolicznościach zaginęła (ninja?).
Kiedy chciałem ją puścić w obieg drugi raz, usłyszałem motywację, że cyt. "Hitomi ma resztę".
Reszta towarzystwa to stare dziady + MasaYa, więc ich maile faktycznie znam.
Zależy mi na mailach reszt towarzystwa Graalowego. Tzn. tych ludzi których można spotkać w Graalu w piątki.
-
Wszystkiego i tak się nie da, wtedy grupa była taka, że wszyscy mieli telefony do wszystkich.
Teraz tak się już nie da, zresztą bardzo dobrze. Nie te czasy, ale kilka starych pomysłów może okazać się przydatnych.
Nie te czasy - teraz komunikacja jest o niebo prostsza, niż wtedy, a mimo to ta komunikacja jakoś kuleje.
integracji ludzi w epoce dinozaurów nie upatrywałbym w tym, że wszyscy mieli telefony do wszystkich, tylko w tym, że wtedy mieliśmy tylko jeden ośrodek wokół którego się zbieraliśmy (Strefa 51) - tam się grało, robiło turnieje, poznawało nowych ludzi (i brało telefony od nich). Moriona nie liczę, bo to ciężko było nazwać ośrodkiem :] Chcąc nie chcąc nowi gracze z całej Wawy i okolic zmierzali do Strefy, więc zawsze było z kim pograć, społeczność się integrowała.
teraz tych ośrodków mamy 3 lub więcej. A że człowiek z natury jest wygodnicki i leniwy to zawsze się znajdzie grupa osób, która będzie pojawiać się tylko tam gdzie mu najwygodniej, tym mocniej, jeśli taki ośrodek jeszcze wspiera jakoś karciankę (eventy, turnieje).
Dlatego ciężej o integrację środowisk.
Co do listy mailingowej, by się rozkręciła, to trzeba chcieć :)
Jednakże jak będziemy dyskutować, o tym czy lista, a może jednak forum, a może jednak grupa na pejsbooku, a może spotkania pod bramą u Ździśka... to nic z tego nie będzie (bo jak wiadomo co 3 Polaków tam 4 opinie). Dlatego słusznie Tara uczynił, że postanowił takową inicjatywę podjąć, postawić ludzi przed faktem dokonanym :)
dla chcących:
są dwie drogi by się znaleźć na takiej liście.
Dłuuuuższa: zbierać maile, dawać Tarze, (może potrwać, tym bardziej jak widzę przekazywane są pocztą pantoflową), po czym moderator wysyła na te maile zaproszenie do grupy. potem ludki muszą takie zaproszenie zaakceptować (co też może potrwać)
Krótsza: wysłać maila na:
wawa-scena-l5r-subscribe@yahoogroups.com
natychmiast otrzymujesz maila z zapytaniem o potwierdzenie, potwierdzasz i voila.
jeśli jest potrzeba mogę wrzucić tego maila do wydzielonego wątku, co by była szansa by więcej osób obejrzało.
na razie grupa jest w powijakach, czeka na chętnych, by ją przytulili i zaopiekowali :)
Eh... z rożewnieniem wspominam poprzednią listę mailingową o ogólnopolskim zasięgu, gdzie było i 150 luda do dyskusji... furkotało... aż nie zdechło bo paru latach z różnych przyczyn (głównie kryzysu karcianki w naszym kraju i pojawieniu się innych form komunikacyjnych):)
-
Nie te czasy - teraz komunikacja jest o niebo prostsza, niż wtedy, a mimo to ta komunikacja jakoś kuleje.
To nie komunikacja kuleje. Inna jest struktura środowiska niż wtedy, inny poziom zaangażowania graczy. Nie chodzi o to, że niższy (choć uśredniony pewnie taki wyjdzie). Chodzi o to, że jesteście jedną grupą, monolitem, ludźmi o podobnym zaangażowaniu, zgranymi, wyjeżdżającymi na eventy, imprezy, etc. Dziś jest zupełnie inaczej. Jest paru starych wyjadaczy (np. wy), parę osób zaangażowanych, ale z krótszym stażem (np. ja) i mnóstwo ludzi, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z L5R. Te 3 grupy mają różne motywacje do grania, przede wszystkim chodzi mi o początkujących - często są niepewni, czy będą "czynnie grać", przychodzić na turnieje, ba, składać decki i grać nimi w tych turniejach (choć to nic strasznego, nawet, jeśli wyląduje się blisko końca :) ). Niepewni ze względu na czas, kasę, naszą organizację (która jest w rzeczywistości także ich organizacją), w tym rodzaje eventów, i Bóg wie co jeszcze w przypadku poszczególnych graczy. Piszę tak, bo sam widzę z początków kształtowania się Sceny w tym roku, a nawet z dnia dzisiejszego (np. sytuacje typu: koleś siedzi na hamachi dzień i noc, ale na pytania "gramy?" odpowiada non stop "nie teraz". Równocześnie przychodzi na pogrywy, a czasem nawet i zagra w turnieju. Konia z rzędem temu, kto ogarnie takie sytuacje w całość i wyjdzie z odpowiednią receptą na integracje różnorodnego środowiska).
Nie da się ogarnąć wszystkich postaw i motywacji, w każdym razie dziś grupa jest diametralnie inna niż np. ta z Paradoxu (gdzie miałem okazję kilkakrotnie zaledwie grać). Do tego dochodzi syndrom zamykania się w twierdzy sklepowej (któremu na szczęście podlega mniejszość środowiska). Założę się, że z czymś takim za czasów minionej świetności grupa warszawska nie miała do czynienia :P
Sama komunikacja to nie jest problem. Jak sami zauważacie, jest teraz fejsbuk, CG, można robić listy mailingowe i inne historie. Dla chcącego nic trudnego, chcący będzie poinformowany, co zresztą widać z tego, co mówicie o niegdysiejszym środowisku w Wawce, gdy nie było tylu "mediów". Kwestia motywacji. Tak jak pisałem wcześniej, wg mnie najlepszym sposobem na ogarnięcie tego jest zmiana profilu eventów (pozostanie przy constructach, ale dorzucenie kilku nowych). Czy promki Q3 / Q4 przyciągną nowych rekrutów? W jakimś stopniu pewnie tak, ale nie dałbym sobie ręki uciąć, że nie trzeba szukać efektywniejszych środków. Sęk tkwi w odpowiedzi na tego typu pytania.
P.S. Tara: właśnie, karteczka zaginęła w tajemniczych okolicznościach. Jestem w trakcie jej odtwarzania, myślę, że za chwilę dostaniesz PW (został jeden mail).
-
wiesz Zapaśnik, kiedyś też byliśmy "nowymi, niepewnymi" i ten "zgrany monolit" wypracowywaliśmy latami. tylko, że mieliśmy ku temu odpowiednie środowisko - jeden sklep, wszyscy chcący grać w Pierścionki musieli tam schodzić i ze sobą grać. nie było innej alternatywy, tu jest ich więcej więc więcej środowisk o mniejszej liczebności graczy...
więc faktycznie, nie mieliśmy syndromu "oblężonej twierdzy"...
heh.. po takiej przerwie to ja się czuję jak szczawik w tej grze teraz :) kart nie znam, zupełnie inaczej się gra, trzeba wszystkiego od nowa się uczyć :) żeby tylko się jeszcze chciało te karty poczytać :) i kasa była na zakupy karcioszek :D
generalne zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości
-
Tylko, że mieliśmy ku temu odpowiednie środowisko - jeden sklep, wszyscy chcący grać w Pierścionki musieli tam schodzić i ze sobą grać. Nie było innej alternatywy, tu jest ich więcej więc więcej środowisk o mniejszej liczebności graczy...więc faktycznie, nie mieliśmy syndromu "oblężonej twierdzy"...
Zupełnie nie potwierdzam tej retrospekcji elendila.
Było zdecydowanie więcej sklepów/ośrodków w których się grało.
Sam Strefie byłem zaledwie kilka razy (choć fakt, że tam poznałem kolegę elendila).
Niemniej jednak wcześniej graliśmy już dobre pół roku i było nam całkiem nieźle (grupa ok. 8 osób)
To właśnie chęć poszerzenia horyzontów zmusiła nas do szwendania się po mieście.
A przecież mogliśmy siedzieć na dupie i bawić się własnymi... (a nie to na inne opowiadanie).
Myślę, że wielkim przełomem było uniezależnienie się od sklepów.
Te chciały zrzynać z nas kompletnie. Wejście na turniej sklepowy kilka lat temu (ze 5-6lat) kosztował 20 dychy a w zamian dostawało się buster.
Często i to nie, bo nie było lub były z poprzedniej edycji. Dyskusji nie było żadnej. Więc zaczęliśmy organizować turnieje sami.
Rożnica była ogromna, koszt 10 - 15 złotych, a w nagrodach była promka i dwa lub trzy bustery.
Ludzie nie odpuszczali żadnej okazji do spotkania. Było takie powiedzenie, że nieobecność na turnieju usprawiedliwia tylko zwolnienie lekarskie.
Były różne formaty turniejów, był multiplay, były commonowe turnieje, turnieje PRE, zawody na kartach singlowych.
Było ciekawie i zawsze inaczej, do tego dochodziła liga graczy. Ludzie umawiali się ze sobą grali i zgłaszali wynik.
Bodźcem było jednak nastawienie ludzi, Oni chcieli grać i to grać raz z tm, raz z tamtym. Raz tu, a raz tam.
Choć czasem jeździło się naprawdę daleko by pograć.
Tak dla informacji w poszukiwaniu najtańszego a zarazem najlepszego lokum dla turniejów wywędrowałem na... Kabaty.
Tam właśnie bardzo długo graliśmy. Turnieje były w niedzielę, zaczynały się 0 9:00 - 10:00.
Ludzie czasem jechali ponad 1,5 godziny by zagrać. Jednak jakoś nikt nie narzekał, bo nagrodą była fajna gra w miłej atmosferze.
Dlatego powtarzam to nastawienie ludzi jest ważne (dlatego tak załamał mnie Ryoga), to raz.
Odchodzenia od sklepów nie proponuję (nie daj Boże), ale niepoddawanie się dyktowaniu warunków już tak.
Musimy zacząć rozmawiać, tyle że na równych warunkach. Razem wypracować najlepszą strategię dla rozwoju karcianki.
Opłaca/ będzie opłacać się to zarówno nam jak i sklepom.
-
Ehh Piotrze... Strefa była centralnym ośrodkiem integrującym różne małe grupki graczy. Podkreślam: integrującym. Poznałem w niej praktycznie wszystkich ludzi, z którymi jeździłem później po Polsce i Europie - łącznie z Tobą (no Sebę i Cichego poznałem przez Ciebie :P). Nie piszę o tym, że to ludzie dzięki Strefie zaczynali grać (chociaż w moim przypadku tak było), bo znam sporo osób, które zaczynały w inny sposób, ale o tym, że sklep ten pomógł poznać się kupie rozyspanych po Warszawie ludzi. Pomógł pośrednio, bo bezpośrednio nie wykazywał wielkiej ochoty na wychodzenie z inicjatywą (podejście Copernikusa i jego żony było tragiczne)... - pomógł w ten sposób, że był miejscem do którego się ludzie schodzili, bo tylko tam przez pierwsze lata odbywały się turnieje i różne eventy - ludzie z różnych małych społeczności spotykali się na nich, poznawali, nawiązywali znajomości, integrowali. Wiem bo sam je organizowałem, prawda? Dopiero gdy zaczęła się objawiać pazerność właścicieli Strefy i ich zlewactwo, wtedy kolejni BH (Cichy a potem Ty) zaczęliście szukać innych opcji i lokalizacji (np piwniczna knajpka na Starym Mieście). Ale już wtedy większość ludzi się dobrze znała, tworzyła ten "monolit", który karnie się stawiał na każdym praktycznie turnieju. Doszło tylko kilka nowych twarzy...
Ty, Ja, Tomior, Zawimagdy, Cichy, Jan, Self-Appointed Prophet of Doom, Maru, Staszek, Pazik, Seba, Henio, Krzychu, paru innych, których już nicków nie pamiętam - praktycznie wszyscy WSPÓLNIE najpierw dogrywaliśmy się na turniejach Strefowskich (a na pewno olbrzymia większość tej ekipy)
zresztą.. spieranie się dzięki komu/czemu mielismy nieźle zgraną ekipę nie wniesie nic sensownego. Trzeba zająć się teraźniejszością - walką z brakiem chęci i próbą integracji środowiska.
Ze swojej strony mogę jakąś pomocą służyć. Organizację turniejów mam już za sobą, ale jeśli jakaś pomoc okołoorganizacyjna byłaby potrzebna (np przygotowanie jakiś pomocy, pieczęć nad listą, pomoc w trakcie turnieju, etc) to służę pomocą w miarę swoich możliwości. Doświadczenie mam :)
-
Ehh Piotrze... Strefa była centralnym ośrodkiem integrującym różne małe grupki graczy. Podkreślam: integrującym. Poznałem w niej praktycznie wszystkich ludzi, z którymi jeździłem później po Polsce i Europie - łącznie z Tobą (no Sebę i Cichego poznałem przez Ciebie :P)
Ok, niech będzie.
Fakt, była punktem centralnym.
Z tym, że ja uważam, ze obecnie tych punktów jest po prostu więcej.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by zrobić jeden centralny.
Nie odbierając sklepom tego co mają obecnie. Jedynie określić główny punkt zborny.
Podobny do starej Strefy i tyle.
zresztą.. spieranie się dzięki komu/czemu mielismy nieźle zgraną ekipę nie wniesie nic sensownego. Trzeba zająć się teraźniejszością - walką z brakiem chęci i próbą integracji środowiska. Ze swojej strony mogę jakąś pomocą służyć. Organizację turniejów mam już za sobą, ale jeśli jakaś pomoc okołoorganizacyjna byłaby potrzebna (np przygotowanie jakiś pomocy, pieczęć nad listą, pomoc w trakcie turnieju, etc) to służę pomocą w miarę swoich możliwości. Doświadczenie mam :)
Oczywiście, że nie o to chodzi.
Jednak można moim zdaniem kilka rzeczy z tamtych wzorców zaczerpnąć.
Udało się wtedy, dlaczego nie teraz ? Jest grupa ludzi którzy chcą się integrować, jesteśmy my leśne dziady w sile 10 osób.
Trzeba to wykorzystać, ludzie nie będą się garnąć do szczelnej grupki czterech smutasów tylko do miejsca gdzie odbywają się 15 - 20 osobowe eventy.
Do grupy w której ciągle się coś dzieje ciekawego, można zagrać w ciekawym formacie, można wygrać ciekawą nagrodę.
Tak to widzę.
-
Ok, niech będzie.
Fakt, była punktem centralnym.
Z tym, że ja uważam, ze obecnie tych punktów jest po prostu więcej.
Nic jednak nie stoi na przeszkodzie by zrobić jeden centralny.
Nie odbierając sklepom tego co mają obecnie. Jedynie określić główny punkt zborny.
Podobny do starej Strefy i tyle.
Dokładnie. to własnie napisałem parę postów wyżej :) więcej punktów - większy problem, ale możemy go spróbować obejść.
Oczywiście, że nie o to chodzi.
Jednak można moim zdaniem kilka rzeczy z tamtych wzorców zaczerpnąć.
Udało się wtedy, dlaczego nie teraz ? Jest grupa ludzi którzy chcą się integrować, jesteśmy my leśne dziady w sile 10 osób.
Trzeba to wykorzystać, ludzie nie będą się garnąć do szczelnej grupki czterech smutasów tylko do miejsca gdzie odbywają się 15 - 20 osobowe eventy.
Do grupy w której ciągle się coś dzieje ciekawego, można zagrać w ciekawym formacie, można wygrać ciekawą nagrodę.
Tak to widzę.
podpisuję się pod tym wszystkimi włosami wystającymi z nosa :)
musimy zatem my, dinozaury, dać dobry przykład - zmobilizować się i przyjść całą ekipą na kilka następnych turniejów. Partycypacja skoczy, inni zobaczą, że się dużo dzieje, jest wesoło, też się zaczną garnąć :)
i jakoś się to zacznie kręcić :)
myślę, że powinniśmy pojawiać się na turniejach w każdym miejscu - Graal, Gryf czy Wargamer - przynajmniej na początku - by mobilizować swoją obecnością opornych z wszystkich grup... nie każdy zagląda na czikena.
-
myślę, że powinniśmy pojawiać się na turniejach w każdym miejscu - Graal, Gryf czy Wargamer - przynajmniej na początku - by mobilizować swoją obecnością opornych z wszystkich grup... nie każdy zagląda na czikena.
Ja też się podpisuję pod powyższym i proponuję zrobić 1 września cykliczny turniej w Wargamerze (Gryf ma mistrzostwa Polski w Paupera). Prośba z mojej strony, aby dać znać obsłudze, że nosimy się z takim zamiarem - od tego czwartku rano do poniedziałku wieczór nie będzie mnie najprawdopodobniej w Wawie ani okolicach. Start o 10 lub 11, jak ludziom wygodniej, ja się dostosuję :)
-
Musimy zatem my, dinozaury, dać dobry przykład - zmobilizować się i przyjść całą ekipą na kilka następnych turniejów. Partycypacja skoczy, inni zobaczą, że się dużo dzieje, jest wesoło, też się zaczną garnąć :) i jakoś się to zacznie kręcić :)
No wiesz, jakbyś z nami pojeździł to byś wiedział, że od jakiegoś czasu nic innego nie robimy ;)
Byliśmy w Wargamerze (zwiększając frekwencję z 3 do 8 osób), bylismy w Graalu (zwiększając frekwencje z 5 do 10 osób)
Myślę, że na kolejnych turniejach będzie jeszcze lepiej (kilka osób korzysta z urlopów).
Spokojnie, jeszcze będzie się działo ;)
Myślę, że powinniśmy pojawiać się na turniejach w każdym miejscu - Graal, Gryf czy Wargamer - przynajmniej na początku - by mobilizować swoją obecnością opornych z wszystkich grup... nie każdy zagląda na czikena.
A gdy do nas dołączą jeszcze kolejni szaleńcy to.....
(na razie upatrzyłem sobie MasaYę i Zapasnika ;))
-
Tara, nie mam handicapu w postaci wolnych sobót od pracy... jedna wolna w miesiącu, jak się uda to dwie - więc nie mogę pojawiać się za każdym razem... no ale będę próbował wtedy kiedy mogę...
-
Tara, nie mam handicapu w postaci wolnych sobót od pracy... jedna wolna w miesiącu, jak się uda to dwie - więc nie mogę pojawiać się za każdym razem... no ale będę próbował wtedy kiedy mogę...
To nie był przytyk, tylko wyjaśnienie, że coś co zaproponowałeś już się dzieje ;)
Jest nas 11, miało być 12 ale Maru się nie odzywa. Niech zawsze pojawi się połowa i tak będzie bardzo fajnie.
Mam nadzieję, że 08.09.2012 pojawi się nas komplet, lub coś bardzo zbliżonego.
-
A gdy do nas dołączą jeszcze kolejni szaleńcy to.....
(na razie upatrzyłem sobie MasaYę i Zapasnika ;))
co ja? gdzie? kiedy? bede zawsze w stanie lub też nie ;P
-
choć to nic strasznego, nawet, jeśli wyląduje się blisko końca
niby dla kogo tych z góry win listy ? Bo imo strata jednego dnia , wpisowego i 0 card gained to się nie usmiecha każdemu miesiąc w miesiąć . Ludzie się nie decydują na zaczynanie grania , bo na starcie dostają news o 5[6 licząc FL] dodatkach i 0 szansie na dostanie dobrych kart. chociaż prawdą jest ,że mogę być w głebokim błędzie jeżeli format drafta w l5r w EE edition jest faktycznie grywane w warszawie.
Ogolnie to jest jak kiedyś s kyod'em albo EoE . nie masz to nie masz po co zaczynać grać.
bo znam sporo osób, które zaczynały w inny sposób, ale o tym, że sklep ten pomógł poznać się kupie rozyspanych po Warszawie ludzi.
prawda . mnie z tomirem wciągnął zawi z krzychem . czasem wpadał seba , oro którego znałem z dworca , ale to strefie l5r w wawie naprawde zaszalało . good times.